|
Sosnowiec - Kraków Trasa dla rowerzystów pewnie znana, ale ja jechałem nią pierwszy raz. A było to tak: Wyruszamy z Sosnowca i kierujemy się w stronę “Balatonu”, skręcamy w prawo i już jedziemy w kierunku Jaworzna. Mijamy “Maczki” i już w Jaworznie, spoglądamy na mapkę i jedziemy dalej na razie w stronę “Sosiny”. Następnie kierujemy się w stronę Ciężkowic, a dalej nie wiadomo jak, gdzie i kiedy jedziemy w stronę Chrzanowa. Trzeba szybko zmieniać trasę, więc zerkamy na mapę i już jedziemy w stronę Balina, dalej Luszowic i już prawie jesteśmy w Trzebini. Jeszcze tylko zdjęcie na tle Rafinerii “Trzebinia” i już jedziemy do centrum. Dalej do Młoszowej i na terenie Zespołu Pałacowo – Parkowego na ławce posilamy się drugim śniadaniem. Chwila odpoczynku, kilka zdjęć i jedziemy dalej. Teraz jedziemy trasą ”Rekreacyjnego Rajdu Rowerowego Kraków – Trzebinia”, trasa bardzo przyjemna, łagodna i sprawdzona J zbaczamy lekko z trasy aby udać się na kilkuminutowy odpoczynek na Zamku Tęczyn. Podchodzimy pod dość stromą górę, a za sobą “wleczemy” swoje rowery. To wielki wysiłek, ale na szczycie okazuje się, że warto było. Wjeżdżamy do zamku i w cieniu dużego drzewa odpoczywamy tylko chwilkę niestety, bo jak się okazuje jest tam za dużo ludzi do odpoczynku. Robimy kilka fotek i zjazd w dół. Zerkamy na mapkę i jedziemy dalej trasą “Rajdu” . Chwila nieuwagi i dochodzi do małej stłuczki – dobrze, że jechaliśmy wolno, na szczęście nic nikomu się nie stało – chyba. Szybko zbieramy się i jedziemy dalej. Przejeżdżamy przez autostradę i dalej kierujemy się na Mników, Cholerzyn, Budzyń, aż docieramy nad “Zalew Kryspinów”. Chcą od nas 5 zł za wjazd, ale udaje nam się wjechać za darmo. Rozkładamy się nad jeziorkiem i dłuższa chwila odpoczynku, mała kąpiel, kilka zdjęć i jedziemy dalej, do kresu naszej wyprawy. Tym razem przejeżdżamy nad autostradą iii tutaj zaczynają się już “schody”, gdzieś gubimy nasz szlak, nie wiemy gdzie jesteśmy, wracać już nam się nie chce bo zjechaliśmy z dość stromych górek, gdzie było ograniczenie do 40 km , a nasze liczniki pokazywały około 49 km ;) Na domiar wszystkiego jeszcze jedna niespodzianka – GUMA. Trzeba zmienić koło, ale też trzeba je napompować. Niestety nie ma w pobliżu żadnej stacji benzynowej, po wielkich staraniach i “błądzeniu” znajdujemy jakiś zakład samochodowy. I dzięki uprzejmości gospodyni – gospodarz wyszedł na spacer, udaje nam się wymienić oponę i napompować koło jakąś pompką samochodową. Ładnie dziękujemy i szybko ruszamy dalej bo dużo czasu straciliśmy. I znowu krążymy w kółko bo szlaku dalej nie możemy znaleźć, ale co byśmy zrobili bez miejscowej ludności – to ona naprowadza nas na właściwi szlak i już jedziemy dalej. Kolejni napotkani towarzysze – rowerzyści, “dowożą” nasz do celu naszej wyprawy – na krakowskie Błonia. Dalej już wiemy jak jechać. Kierujemy się na Wawel, kilka zdjęć i jedzie coś zjeść. Jedziemy do McDonaldsa, na Floriańskiej, tam kupujemy jedną małą cole i z rachuneczkiem idziemy skorzystać z WC. W końcu myjemy się w czystej wodzie i do tego z mydłem, i już jedziemy na kebaba. Dalej odpoczynek na Rynku w Krakowie. I już dochodzi czas aby jechać na dworzec i kupić bilety na powrót. Więc jedziemy, kupujemy bilety i jeszcze ostatni zakup w sklepie, ostatnia fotka na tle Hotelu Europejskiego i już idziemy na peron. Wsiadamy do pociągu i cali szczęśliwi wracamy do domu. Prawie do domu, bo w Mysłowicach trzeba wysiąść i dojechać do domu. Całe szczęście, że jest ciepła noc. Dobrze, że przy jednym rowerze mamy światła, więc jakoś toczymy się dalej. Koło Reala skręcamy w prawo i dalej koło giełdy samochodowej, przez Ostrogórską, Ludwik i każdy do swojego domu. Czas na małą kąpiel i spać. |